21/10/2013

O co chodzi…

Siedzę sobie ostatnio pod sekretariatem (no jakże to rozumieć? kiedy sekretariat jest na parterze?)… Dobrze. Siedzę sobie ostatnio na ławeczce obok sekretariatu (w końcu każdy musi odsiedzieć swoje), kolejka ogromna, półtorej godziny do otwarcia wrót.
Po chwili dosiada się do mnie niewiasta ubrana typowo, po szafiarsku – futro w panterkę (jak prehistoryczny myśliwy, tyle, że syntetyk), leginsy z krokodyla (egzotyka znaczy, prawie jak na sawannie, ale też syntetyk), do tego kalosze do kostek (WTF? kalosze są chyba po to, żeby się do środka nie nalewało, a tu jak staniesz w kałuży, to możesz w bucie rybki hodować) i malowany na złoto łańcuch na szyi (grubość taka, że rosłego byka można by na takim trzymać).
Owa niewiasta zaczyna do mnie rozmawiać, wylewać swe żale, bluzgać nimi na prawo i lewo, topić się w swym nieszczęściu – jak to czekać trzeba (o boziu) długo, siedzieć, że czasu nie ma, sekretarki niemiłe, leniwe, takie, owakie. To bym jeszcze zrozumiała (spędzenie trzech godzin w ciasnym pomieszczeniu, z kopą trajkoczących panienek może być frustrujące), ale młoda, zamiast przecinka, wkłada w każde zdanie po kilka razy jakieś „jolo”. – Ale o co chodzi? – myślę sobie.
Po powrocie do domu odpalam kombajn, wstukuję w wyszukiwarkę „jolo”, wyskakuje mi w odpowiedzi: Jolo – wyspa wulkaniczna przy południowo-zachodniej części Filipin (by Wikipedia). Stwierdzam – google zawiodło. Pełna dobrych chęci wpisuję „yolo” i mam takie oto wyniki:
http://www.urbandictionary.com/define.php?term=yolo
http://en.wikipedia.org/wiki/YOLO_(motto)
http://www.miejski.pl/slowo-YOLO

Może i jestem stara, ale jako reakcja na takie dictum, przychodzi mi do głowy tylko jedno:

Reklamy
17/10/2013

Zaszewka

Tak, to już chyba pięćsetny blog, który zakładam i reklamuję tutaj, a potem jakoś nie mam czasu go prowadzić, ale UWAGA, UWAGA, teraz będzie inaczej! Naprawdę! Będę systematyczna, muszę, nie mam wyjścia.

Zawsze chciałam mieć bloga o czymś. Błędem taktycznym było to, że zakładałam go niezależnie od bloga o sobie, na autonomicznym koncie. Był to błąd z dwóch powodów, mianowicie: po pierwsze, nie chciało mi się przelogowywać, więc w efekcie nie pisałam nic, a po drugie, nie mam tak ciekawego życia, by cały blog mógł być nim wypełniony. Często zdarza się, że nie mam tematu do pisania. Nie mam interesującej pracy, błyskotliwych dzieci, zrzędzącej teściowej. Chciałabym, ale nie mam. Nie chcę zanudzać czytelników (bo przecież dla czytelnika się pisze, co tu kryć) wstawianiem przecinków i „ó” kreskowanego, moje życie intelektualne w dużej mierze ogniskuje się na teorii literatury, która u postronnych budzi ciężkie, przewlekłe niestrawności. Słowem, lepiej dla Was żebym nie pisała o swoich zainteresowaniach zawodowych. No i samozaparcia nie mam. To muszę ćwiczyć, jak pisałam tutaj . Więc ćwiczę po raz kolejny.

Dobra, dosyć wprowadzania. Bloga założyłamo szyciu, będzie fajnie. Obiecuję.
http://zaszewka.wordpress.com/

16/10/2013

Zalesienie

Dziś ciąg dalszy leśnych zdjęć.

Pałam gorącym uczuciem do lasów, o każdej porze roku. Nieszczególnie lubię jednak przedzierać się przez gęste, kolczaste chaszcze. Na takie partie lasu wolę patrzeć z bezpiecznej odległości. Lubię natomiast spacerować po lasach, w których ściółkę z koronami łączy jedynie kolumnada pni. 

DSC00571

 

DSC00574

 

DSC00575

 

DSC00581

 

Te powyżej, to zdjęcia z lasu mojego dzieciństwa. Rodzicie zabierali mnie tam jesienią na grzyby. Nieroztropnie, bowiem często padałam ofiarą nieszczęśliwych wypadków (co nie dziwi, jeśli się mnie trochę zna). Pamiętam szczególnie dobrze jeden taki epizod z moim udziałem. 

Lat 4 lub 5 miałam, nie więcej. Po udanym grzybobraniu, na czas drogi powrotnej z jednego skraju lasu na drugi, powierzyli mi rodzice siatkę pełną grzybów. Dzierżyłam ją dumnie przed sobą, biegając po wąwozach. Galopuję sobie więc beztrosko środkiem wielkiego wąwozu, rozwijam kolejne prędkości kosmiczne, aż tu nagle…bach! awaria systemu zasilania, leżę na ściółce, pode mną w siatce leżą grzyby…pasta grzybowa w zasadzie. Tak oto się rozprawiłam z pięknymi prawdziwkami. Zdolna dziewczynka.

14/10/2013

Słabość do wrzosów i grzybabranie

Zawsze chciałam żyć w miejscu, w którym otaczałyby mnie ogromne połacie wrzosowisk, po horyzont i jeszcze dalej. Jeśli znacie takie miejsce, będę  wdzięczna za wszystkie wskazówki, jak zarobię już te kokosy na polonistyce, to z pewnością się tam osiedlę.

Nieco z innej beczki, chciałabym się podzielić zdjęciami z grzybobrania. Było to około połowy września, kiedy to w okolicznych lasach nic jadalnego prócz buczyny nie dało się znaleźć. Grzybobranie było więc nieudane pod względem kulinarnym, ale za to pod względem estetycznym – bardzo. W tym roku jak nigdy obrodziły muchomorki.

DSC00566-001

DSC00568-001

DSC00584

DSC00586

A tymczasem, minęło kilka tygodni i mamy zatrzęsienie grzyborów w lasach. Mamma moja nie nadąża zbierać i przetwarzać. A przetwarza surowe grzybki w przepyszne marynowane, spiżarnia pęka w szwach, mimo, że kolejne słoje znikają z półek w zastraszającym tempie. Aż żałuję, że nie przywiozłam sobie zapasów do Krakowa.

12/10/2013

To-do list…

Prawda, że okropnie to brzmi…a jednak postanowiłam zacząć się leczyć. Cierpię na COŻNP (Chroniczne Odkładanie Życia Na Później), zwane też prokrastynacją. Nie jest to żadną tajemnicą. Im mam więcej do zrobienia, tym bardziej odkładam, a co za tym idzie…mniej robię. Mobilizacja to coś, co w moim świecie wymarło jeszcze przed dinozaurami. Próbowałam ją wskrzesić tyleż wielokrotnie, co bezskutecznie.

Wczoraj, na przykład, postanowiłam zacząć robić sobie listy rzeczy do zrobienia. Wzięłam jeden z niezliczonej ilości notatników, które maniakalnie kupuję/robię i zrobiłam plan na weekend. Odhaczam sobie w tym planie wszystko, począwszy od bzdur typu „wynieść śmieci” czy „pomalować paznokcie”, aż po wielkie przedsięwzięcia jak „skończyć artykuł”, „napisać do profesora Iksińskiego, bo coś tam”. Wykreślanie kolejnych punktów w planie sprawia mi, póki co, dziką radość, więc jakaś namiastka mobilizacji już się pojawiła.

Nie wierzę, że tak da się żyć i tu pojawia się zasadniczy problem. Skoro już pojawiła się luka, szpara w niezachwianej pewności i absolutnej niezawodności tego rozwiązania, to teraz już tylko kwestia czasu żeby się wszystko koncertowo posypało.

Tak, tak…ja już nie kraczę tylko sumiennie wypełniam plan.

Lazy life | via Facebook

01/10/2013

Internet i rhinowirusy

Nareszcie mam, to o czym 20 lat temu człowiek nie marzył żeby mieć w domu, a teraz nie może dnia przeżyć bez. Internet.
…bo umowa się nam skończyła i nową trzeba było zrobić. Teraz internet jest i (odpukać w niemalowane) będzie. Mało tego! Mężczyzna mój arcyprzedsiębiorczy stargował nam opłatę aktywacyjną z 60 do 2 złotych. Żyłkę do interesów ma wrodzoną. Drugiego takiego ze świecą szukać! Ponadto poświęceniem się wykazał ogromnym i z gorączką, nosem zatkanym, kaszlem i kichem pojechał to dobrodziejstwo XXI wieku aż z drugiego końca miasta przywieźć.

Skoro już wspomniałam o tym kaszlu i kichu, oraz innych towarzyszących dolegliwościach, to muszę się przyznać również, że ma to po mnie. Dopadło mnie jakoś w ubiegły piątek. Już w czwartek czułam, że koniec świata jest bliski, a mimo to podreptałam do banku ochoczo (nie muszę wspominać, że był zamknięty i nawet klamki nie było mi dane pocałować, bo drzwi były automatyczne).  To był mój koniec, zupełnie nie pamiętam co działo się ze mną w weekend, ale koniec końców, po usilnych staraniach Mężczyzny, w poniedziałek zostałam postawiona na nogi tzw. domowymi sposobami. I tak się Mężczyzna wystarał, że teraz sam umierający, więc mu nasze panaceum przyrządzam. Popija niechętnie, ale w imię większego dobra.

Przepis na cudowne lekarstwo przywieziony od mojej matki. Od maleńkości mnie tak leczono (trauma pozostała) i dzięki temu wyrosłam na taką dorodną kobietę…”i nie zginęłam z nędzy i głodu”.

Mleko z czosnkiem.

Do przygotowania potrzebne:
2 dorodne ząbki czosnku,
pół kubka mleka,
czubata łyżeczka miodu.

Mleko podgrzewamy, tak by było gorące, ale nie zagotowało się. Odstawiamy z palnika.
Do kubeczka z mlekiem wciskamy obrany czosnek, wszystko dokładnie mieszamy i przykrywamy na kilka minut.
Następnie wkładamy miód i mieszamy aż się rozpuści.

Pijemy ciepłe, krzywimy się niemiłosiernie, zatykamy nos i wierzymy, że pomoże.
Pomaga.

16/09/2013

Książka na wakacje 6 – „Księga snów”

Jorge Louis Borges to marka, nie trzeba nikomu przedstawiać. Zachęcona opowiadaniami i krótszymi formami jego twórczości sięgnęłam po „Księgę snów” bez wahania, już dawno chciałam to zrobić. Mimo, że nie przepadam za snami, ich opowiadaniem i słuchaniem, miałam ochotę na taką borgesowską, postmodernistyczną zabawę. Książka stosunkowo obszerna (około 270 stron) nie jest zwartą fabułą, ale po prostu zbiorem snów, od najdawniejszych, po stosunkowo współczesne (Borgesowi piszącemu „Księgę snów”). Nie są to sny zwykłych śmiertelników, ale wielkie sny literatury światowej…no właśnie. Cały psikus polega na tym, że część z nich autor zmyślił. Książkowe sny zamaskował fikcyjnymi nazwami, fikcyjne sny wepchnął do wielkiej literatury, niektóre sygnował własnym nazwiskiem itd. itp. W ten sposób tworzy się sieć snów oszukanych, snów palimpsestów, nie do rozwikłania.

Przyznam się bez bicia, że nie przebrnęłam przez całość. Nie da się tego czytać jednym ciągiem, bo człowiek ugrzęźnie w bagnie cudzych wizji. Da się usiąść, wybrać jeden, wczytać się, odłożyć, wrócić innym razem i powtórzyć całą operację.

Za pomysł: 7/10

Za wcielenie postmodernistycznego ducha: 10/10

Jako książka „do czytania”: 5/10

PS Jutro pozaglądam, poodpowiadam i pobędę, dziś, z braku czasu, tylko wpis.

13/09/2013

Fakty i mity o kobiecej torebce

O objętości i zawartości kobiecych torebek krążą legendy… że niby można do nich cały hipermarket zapakować, że nic znaleźć nie można, że nawet śrubokręt, worek cementu i klej do tapet są tam na wszelki wypadek. Ja nigdy w te bajki nie wierzyłam.

leaving

Jako urodzona mitosceptyczka patrzyłam z powątpiewaniem na wypchane eko-skórzane worki poprzewieszane przez damskie ramiona i puszczałam mimo uszu żarty na ich temat. Do dziś nie mam zwyczaju chomikowania wszystkiego, co potencjalnie pożyteczne do torebki, aczkolwiek zdarza mi się chomikować do niej zupełnie inne rzeczy.

Nie przez przypadek użyłam powyżej tego chomiczego porównania, bowiem moje utorbienie odruchowo przywodzi na myśl chomicze leże. Około 70% objętości torebki zajmuje wyściółka w postaci paragonów z ubiegłych świąt, biletów MPK z czasów, gdy jeszcze były o połowę tańsze, papierków po cukierkach, wafelkach i batonikach pochłoniętych w drodze ze sklepu…w zeszłym roku.

Gwendolyn Kraehenfuss - Fotografie

Wyżej wymienione sianko niezawodnie musi pełnić w torebce jakąś funkcję, której niestety jeszcze nie udało mi się zidentyfikować. Być może to zabezpieczenie przed złodziejami, gdyż gdzieś w czeluści spoczywa mój wikt i opierunek, wciąż w postaci niewielkich papierków z twarzą starszego jegomościa po jednej stronie. W to wrzucone są książki przetrzymane w bibliotece i luźne kartki z notatkami (zdarza mi się także robić notatki na starych paragonach i rewersach z Jagiellonki – serio), do tego dorzucam zakupy, tak, by wszystko było usmarowane masłem i keczupem kradzionym z KFC.

Co gorsza, ta czeluść kilka razy dziennie pochłania moją rękę na około dziesięć minut,  kiedy to, stojąc pod klatką, bezskutecznie próbuję wydłubać klucze spod rozprutej podszewki, ku uciesze zdezorientowanych sąsiadów.

soon | via Facebook

Jak widać moja torebka jest (niemal żywym) przykładem, że w tym babskim przybytku może nie być absolutnie nic pożytecznego.
„Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień”.

PS mam nowy nagłówek! jup! jup! Oto Kotojamnik, ewentualnie Jamnikot (:

11/09/2013

Książka na wakacje 5 – „Kot w stanie czystym”

Zaległości powakacyjne dla jednych, dla innych notka jak najbardziej na czasie.

Jakiś czas temu obiecywałam, że będzie Prattchet od nieco innej strony. Wielu, choć pewnie nie wszyscy, z czytelników Świata Dysku wie, że miły, starszy Pan napisał poza słynną serią jeszcze kilka innych książek. Îch wartość dla wielu pozostaje kwestią sporną, aczkolwiek ja uważam, że wybierając lekturę „na chybił-trafił” trafiłam całkiem nieźle.

Prattchet piszący tę humorystyczną powiastkę wydaje się bardziej sobą, nawet jeśli to tylko kreacja pisarska. Stereotypowe wyobrażenie kota połączone jest tu z, co bardziej traumatycznymi, doświadczeniami ich właścicieli i miłośników.

Kot, niczym prawdziwy, stoi zawsze w centrum akcji tej książki, a narrator występuje w roli prezentera BBC. Brawurowo posługując się tradycyjnym, prattchetowskim angielskim humorem bawi, ale jednocześnie czytelnik czuje, że jest to raczej tragikomedia. Uczucie nasila się jeśli czytelnik jest dodatkowo posiadaczem kota. W moim wydaniu bonusem były ilustracje jakiegoś sławnego człowieka, którego imienia nie pamiętam. Jakoś nie przypadły mi do gustu, abstrahując od tego, że spoilowały dokładnie to, co będzie w kolejnych rozdziałach.

Suma summarum, książeczka godna polecenia. Do przeczytania np. w tramwaju, o ile oczywiście nie wstydzimy się przy ludziach niekontrolowanych wybuchów śmiechu przechodzących stopniowo w nieprzerwany, spazmatyczny chichot.

8/10

08/09/2013

Wakacje cz. 2

Coroczne wakacje w Bieszczadach to znakomity czas na ładowanie baterii. Od trzech lat wyjeżdżamy ze znajomymi do domku w górach. Jesteśmy zupełnie odcięci od świata.

DSC00493

Widok na Połoninę Wetlińską

Wokół niewielkiej działki płynie strumień Niedźwiadek stanowiąc trzy spośród czterech granic posesji. Czwartą granicę wyznacza zielone ogrodzenie, a za nim polna ścieżka i „łąka z Windowsa”. Często zdarza się, że tak niepostrzeżenie, poprzez skojarzenia, wkracza w nasze myślenie popkultura. To przykre, że trudno nam się od niej uwolnić. Jesteśmy uzależnieni myślowo od cywilizacji, od której próbujemy uciec w Bieszczady.

DSC00435

Widok na Smerek

Wieś Smerek to zaledwie kilka domów rozsianych bezładnie po okolicznych łąkach. Leży w dolinie otoczonej zalesionymi stokami Bieszczadów z wieńczącymi je połoninami.

DSC00490

Połonina Wetlińska zza krzaka

W domu nieustannie słychać szemrzący potok, którego wody, trafiające do naszych kranów, po przepłynięciu przez stare, miedziane rury domku pachną gotowanym jajkiem przyprawiając użytkowników o mdłości. Za domkiem, wzdłuż dróżki rosną krzaki jeżyn, które zbierającym owoce wplątują się we włosy i wbijają maleńkie kolce w spodnie i swetry. Jest też borowina, która o tej porze roku zachowała jeszcze ostatnie, drobne owoce.

DSC00440

Widok na nasze koktajle ze świeżych jeżynek

Wieczorami, przejedzeni posiłkiem z ogniska, przysypiamy przy dźwiękach drewna w kominku, grając w gry planszowe.

DSC00451

Nad rzeczką, opodal krzaczka…

Absurdalnie sielsko i trywialnie brzmi ta notka, ale cóż mam począć, kiedy tu jest dokładnie tak naiwnie i bajkowo.

DSC00467

DSC00477

DSC00500

Mchy i porosty

PS Trzeciego dnia odwiedził nas rudy kocur Bazyl, najadł się naszej kiełbasy i poszedł, był czyjś. Czwartego dnia przyszedł oswojony nieco Przemek – lis, nie chciał kiełbasy.

DSC00479

DSC00485

 Oświadczam, że żaden żuczek nie ucierpiał podczas robienia tych zdjęć

DSC00516

W stepie szerokiem, którego okiem…

DSC00506

DSC00508

Brama, no.

DSC00524

O wschodzie…było chyba 0 stopni.

Powyższe fotki nieudolne były moje, a teraz będą profesjonalne. Widok ze Smerka.

www.eskalon-group.com

Myśli małe i duże

Kazdy kto doszedł tam gdzie jest, musiał zacząć tam gdzie był.

Zashevka

crafting i szycie...

Blondynka w Krainie Tęczy

...czyli Polka w RPA: blog podróżniczo-emigracyjny

Caesar non supra grammaticos

Strona domowa Magdaleny Zawisławskiej

Żeby żyło się lepiej, a co najmniej wygodniej

Blog lifestylowy - Warszawa, kultura, design, książki, architektura, sprawy społeczne

Pudełkowo Loany

Just another page about hobbies :)

malflu

Prowincjonalna mama uroczej dwójeczki. Bałaganiara, której bałagan przeszkadza, ze skłonnością do wyszukiwania sobie "koniecznych" prac ręcznych.

Kufufua

Tchnie nowe życie w tkaniny, często nadaje starym, zniszczonym rzeczom nowe znaczenie lub całkowicie odmienia ich przeznaczenie. Blog o szyciu i DIY.

Szycie moje drugie życie

Pamiętnik z pasji tworzenia czyli ocalić od zapomnienia

Stitch, bitch!

Projekty. Inspiracje, slow life w wolnych chwilach. Oszalałe realizacje.

Robótki Stefci

Kocham uczucie tworzenia, więc tworzę:)

Dom z marzeń

Życie rodzinne wśród kolorów i zapachów, muzyka, książki i radość tworzenia

Torchlight II Steamworks

chunks - quests - events - monsters - classes - skills - and more

Ugoldenbrown's Blog

Subiektywny obraz świata według Goldenbrown

Wiedźmowisko

"Ogólnie zaś chodzi o to, żeby nie być idiotą"

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

pizon.jan

blog podróżniczo fotograficzny

Omnes et Nihilo

dziennik internetowy o Wszystkim i o Niczym

pocichutku

.. kilka słów ..

LONG RED THREAD

blog o szyciu na maszynie: ubrania handmade, patchworki, przeróbki krawieckie, tutoriale krawieckie i DIY.

Jadźka

Gawędy chałupczane, czyli matka wyrodna Juniorków

BISKUP - STAND-UP, KABARET, RZADKIE PRZYPADKI HUMORU

Połowa tekstów na blogu dotyczy takich tematów jak stand-up, kabaret, komedia, humor. Druga połowa usiłuje być humorystyczna:)

Admetus Art

rękodzieło artystyczne

emmatka

Poszukując własnego cienia ...

Ann's itchy feet

"The World is a book, and those who do not travel read only a page"

PATRYK PISZE

NIE PRZEPADAM ZA RZECZYWISTOŚCIĄ

Dary Lasu

opowiadania z życia w lesie

Passionline

W poszukiwaniu pasji

Volfee

Przygoda zaczyna się tam, gdzie kończy się rozsądek.

Myśli nieuczesane

Wszystko i nic, czyli o czym myśli młoda matka

Kątem Ucha

Life is the best coach

kiosc

Welcome to the kiosc